sobota, 30 sierpnia 2014

Zabiegani to my!

Dzisiaj przyszedł czas na wpis o zupełnie innym charakterze.
Oprócz naszych pomysłów na wnętrza, recenzji książek, miejsc chcielibyśmy dzielić się z Wami również swoimi przemyśleniami.  Jak już zauważyliście tego bloga prowadzimy w trójkę. Każdy z nas jest inny ale łączy nas ciągła chęć rozwoju i doskonalenia się. Patrząc na siebie i na znajomych śmiało mogę powiedzieć Zabiegani to my! Każdemu z nas zdarzają się okresy totalnego zabiegania. Wystarczy, że weźmiemy na głowę zbyt dużo, nie dojemy, nie dośpimy i już popadamy w kierat . Współczesny świat biegnie w szalonym tempie. Często, żeby coś osiągnąć poddajemy się  temu pędowi. Ilu z nas łączy prace i studia by żyło się lepiej?  Ilu z nas robi różne kursy, staże po to by mieć co wpisać w soje CV?  Otóż sporo.

W tym zabieganiu nie powinniśmy zapominać też o sobie, o swoim rozwoju osobistym. Dla każdego rozwój osobisty będzie czymś innym. Nie ma bowiem sztywnej definicji tego terminu. Dla jednej osoby rozwój osobisty to podnoszenie swoich kwalifikacji zawodowych. Dla innej, to poprawa swojej sprawności fizycznej bądź wyglądu . Jeszcze inna osoba uzna, że rozwój osobisty to dla niej znajdowanie rozwiązania problemu małej ilości czasu. Wszystko co dotyczy danej osoby w kontekście jej doskonalenia jest rozwojem osobistym. Nie ma żadnego znaczenia, czy będziemy ulepszać siebie w kontekście zawodowym czy osobistym. Ważne byśmy robili wszystko w zgodzie z własnym sobą i ze swoimi marzeniami.

Współczesny świat opanowały komputery, smartfony i inne takie urządzenia, które ułatwiają nam kontakt ze światem. W związku z dużym rozwojem technologii ja przestałam nadążać. Denerwowało mnie, jak znajomi opowiadali sobie o tym jak skonfigurowali sobie telefon z komputerem, jak znacznie ułatwia im to pracę i studia. Nie chcąc wciąż pytać o to "jak to zrobiłeś?" - postanowiłam w duchu rozwoju osobistego coś z tym zrobić.
Znalazłam sobie darmowy kurs. I to właśnie go chciałbym Wam polecić. Wystarczy wejść na stronę www.eurokobieta.pl i zalogować się. Uzyskacie dostęp do darmowego kursu informatycznego. Kurs odbywa się metodą e-learningową. Poznacie zaawansowane opcje programów biurowych, dowiecie się na czym polega sieciowanie aplikacji rozszerzonych, jak stworzyć stronę www, poznacie obsługę programów graficznych i wiele, wiele innych. Kurs składa się z 6 głównych tematów. Na jeden temat składają się wykłady i ćwiczenia, które utrwalają wiedzę. Po każdym temacie należy rozwiązać test. Po rozwiązaniu wszystkich testów pozytywnie otrzymacie międzynarodowy certyfikat informatyczny.

fot. Internet

Kurs przygotowany jest w bardzo przystępny sposób. Niestety w programie mogą wziąć udział tylko kobiety. Drogie koleżanki zróbcie coś dla siebie w kierunku swojego rozwoju osobistego! Ja jestem już przy drugim temacie :)  Powodzenia! 

E.

piątek, 22 sierpnia 2014

Babskie czytanie – „W szpilkach od Manolo” czyli mieszanka Bridget Jones,Sexu w wielkim mieście i sagi kryminałów Chmielewskiej.


Jeżeli tak jak ja jesteś niepoprawnym molem książkowym to ten cykl bloga na pewno Cię zaciekawi. Nie wiem jak to się stało i co spowodowało, że właśnie w piątkowe popołudnie wybrałem się do biblioteki. Lubię bardzo to miejsce. Nigdy nie mogę przestać napawać się widokiem tylu regałów zapełnionych książkami... i ten zapach. Zapach książek, nowych i starych, często nawet niechcianych przez byłych właścicieli. Lubię dotyk każdej kartki i chociaż wiem, że tą książkę mogło trzymać przede mną wiele osób, się cieszę, że z tej góry książkowej wybrałem właśnie ją. Traf chciał, że tym razem wszedłem w regały kobiecej literatury i wybrałem właśnie tą. Tą jedyną. Niesamowitą. Zwykłą/niezwykłą, polską książkę.

Tylko kilkanaście godzin zajęło mi czytanie książki pani Agnieszki Lingas – Łoniewskiej pt. W szpilkach od Manolo. Może wydać się to śmieszne i mało zrozumiałe dla męskiej grupy odwiedzających ale jako przedstawiciel płci brzydkiej z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że książka jest doskonała. Była moim pierwszym spotkaniem z autorką, poznaniem jej stylu i przeczytania jej ciężkiej pracy, jednak nie poczułem rozczarowania.


Liliana ma 35 lat , kocha koty, wysokie szpilki ( które notabene ratują jej później życie) i swoje auto. Posiada także niezwykle wybujałą wyobraźnię oraz niepohamowany jęzor . Ma wspaniałych rodziców i zwariowane przyjaciółki. Pracuje w korporacji. I gdy pewien przystojniak zajmuje jej miejsce parkingowe, Lilka nie zdaje sobie sprawy, że to skomplikuje jej życie.



fot. Internet
                              

Mógłbym rozpisywać się o samej treści, tylko po co? Lepiej żebyście sami przeczytali i przekonali się, że można bardzo miło spędzić czas z tą  książką. Aby Was jeszcze bardziej zachęcić powiem, że bezsprzecznym atutem tej książki są błyskotliwe i śmieszne dialogi bohaterów. Oto kilka przykładów:)                
      
[…]-Co masz taką minę ?
 Lejdi już dzwoniła – Baśka przewróciła oczami.
 - A co znowu czegoś nie rozumie? – pokręciłam głową i włączyłam komputer
 - Dzień jak co dzień – parsknęła Lidka, druga koleżanka, z którą pracowałam już dość długo – W dniu, w którym ona coś zrozumie, dam na mszę.
 - Przecież Ty nie chodzisz do kościoła. - No właśnie. Wiesz, jakie to będzie cholerne poświęcenie?[…]


 […] Cholera jasna, moja matka była perfekcyjnym podnośnikiem ciśnienia. Takie rozmowy powtarzały się cyklicznie, a wszystko przez te jej durnowate koleżanki, dla których pan mąż, dzieci, niedzielna msza a potem druga pielgrzymka do supermarketu były szczytem marzeń każdej szanującej się dziewczyny. Kiedy moja matka zmieniła się w taką prostą w swych dążeniach matronę ? […]

Prawda, że brawurowe? Rozbawiły mnie do łez!
Powieść „W szpilkach od Manolo” przywróciła mi wiarę w polską komedię romantyczną, w to że może być śmiesznie. Trudno przejść obojętnie obok ciętych ripost, a wątek kryminalny powieści jest bitą śmietaną na ciastku. Polecam ! Ja przy „Szpilkach…” bawiłem się świetnie. Nadmienię jeszcze, że akcja książki rozgrywa się nigdzie indziej jak we Wrocławiu!

Jeżeli byłbym kobietą to pewnie od jutra zacząłbym szukać bruneta o niebieskich oczach oraz kupiłbym szpilki od Manolo

Już niedługo kolejna recenzja. A jeśli sięgniecie po "W szpilkach od Manolo" to podzielcie się swoimi odczuciami na naszym fanpagu:)

A.

piątek, 15 sierpnia 2014

Napisy we wnętrzach.

Dziś zajmiemy się czymś z tematyki urządzania wnętrz i kreowania przestrzeni. W pierwszej notce wspomniałyśmy, że urządzamy mieszkania. Każdy, kto zabierał się do urządzenia domu, mieszkania czy pokoju wie, że nie jest to zadanie tak proste, jakby się mogło wydawać. Jednym z problemów jaki napotkałam były "gołe ściany". Ponieważ pragnęłam nadać wnętrzom niepowtarzalny charakter, a przy okazji zachować spójną estetykę, szukałam rozwiązania uniwersalnego i niebanalnego zarazem. Takim rozwiązaniem okazały się napisy i pojedyncze litery. 
W tym miejscu nawiążę jeszcze do kolorów w moich wnętrzach. Ponieważ przez większość życia przebywałam w pomieszczeniach kolorowych, przepełnionych pastelowymi odcieniami żółci, pomarańczu, zieleni i błękitu oraz upstrzonych dodatkami w różnych kolorach, teraz  postawiłam na  kolorystyczne wyciszenie. Zdecydowanie wybrałam biel, czerń i odcienie szarości. Dlatego też moje zainteresowanie skupiło się wokół napisów monochromatycznych. Ale nie jest to oczywiście jedyna słuszna droga i z pewnością opowiem Wam jeszcze o tej nieco weselszej wersji napisów. Największą zaletą monochromatycznych liter i wyrazów jest to, że pasują niemal do każdego wnętrza. Wystarczy odpowiednio dobrać treść, format i miejsce. 
I właśnie na tym się dzisiaj skupię. Zaprezentuje Wam kilka sposobów wkomponowania ciekawego napisu lub kilku liter do naszego wnętrza:) 



1. Kolor
Efektowność takiej dekoracji związana jest z zastosowaniem kontrastu. Zestawiamy ze sobą dwa kolory, odcień bieli i czerń. Jedna z możliwości to czarne litery na białym tle, druga jest jej odwrotnością. Uzyskanie białego podłoża dla czarnych liter jest prostsze, wystarczy biała kartka, czy płótno. Na nim można namalować lub nakleić czarne litery. W przypadku czarnego tła sprawa jest nieco trudniejsza, należy bowiem pamiętać, że nie każda biała farba zapewni nam odpowiednie krycie czarnej powierzchni. Uważam, że prostym a jednocześnie bardzo spektakularnym rozwiązaniem jest wykorzystanie tak zwanej farby tablicowej (magnetycznej). Dzięki niej, w dowolny sposób możemy tworzyć i zmieniać treści, np. w zależności od naszego humoru:)

fot. Internet

2. Sposób
Metod na umieszczenie we wnętrzu wyrazów, czy też pojedynczych liter, jest kilka. Mogą one być formą wzoru i zostać rozmieszczone na całej ścianie, lub jako zdanie namalowane na jej fragmencie. Inny sposób to potraktowanie litery, jak każdego innego obrazu albo zdjęcia w ramce i zawieszenie jej "na gwoździu". Podobnie rzecz ma się z  dłuższymi napisami lub wyrazami.

fot. Internet
fot. Internet
3. 3D... albo nie!
Ile ludzi, tyle napisów. Jeśli nie chcesz żeby Twój napis był po prostu namalowany na ścianie lub płótnie, to możesz powiesić (lub przykleić) gotowy napis trójwymiarowy. Będzie się on odznaczał i stanie się kolejną formą przestrzenną w Twoim wnętrzu.

fot. Internet
4. Czcionka
Jeśli chodzi o czcionkę to dowolność pełna. Wszystko zależy od nas i naszej wyobraźni. Najpopularniejsze jest mieszanie różnych rodzajów czcionek oraz wielkości liter. Przez to dłuższe napisy nie są monotonne a pojedyncze litery wyglądają po prostu ciekawiej.

fot. Internet
5. Kształt
Jak najlepiej rozmieścić litery i wyrazy? Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. Możesz puścić wodze fantazji, wszystko zależy co chcesz uzyskać, czy romantyczną ozdobę czy też prosty, treściwy przekaz. Pomysłów nie brakuje, warto się zainspirować:)

fot. Internet
6. Gdzie?
Odpowiedź jest prosta. Wszędzie! Nieważne czy to sypialnia, kuchnia, przedpokój czy pokój dziecka. Jeśli zrobisz to z wyczuciem stylu i w oryginalny sposób, z pewnością sprawdzi się to idealnie w każdym pomieszczeniu. 

fot. Internet
7. Bibeloty
Wyrazy i litery genialnie sprawdzają się nie tylko jaka kompozycja na ścianie. Równie dobrze mogą służyć jako ozdoba komody czy  parapetu. To oryginalny "zbieracz kurzu" i z pewnością przykuje uwagę każdego, kto spojrzy na nasz mebel.

fot. Internet
8. A co gdyby...
A co gdyby napisy umieścić we wnętrzu z pominięciem mebli i mocowania do ściany? Wyglądałoby to mniej więcej tak:

fot. Internet

fot. Internet


Mam nadzieję, że ten krótki przegląd różnych pomysłów i konfiguracji, choć trochę przybliżył Wam ideę, tego bezapelacyjnie najpopularniejszego obecnie trendu wnętrzarskiego. A jeśli zapragniecie mieć takie cacko u siebie w domu to zaglądajcie do nas częściej. Już niebawem na blogu projekt DIY, w którym pokażę Wam jak w prosty sposób, przy niskim nakładzie finansowym i w domowych warunkach, wykonać taką ozdobę.  


M.

środa, 13 sierpnia 2014

Tercet egzotyczny.

Dzisiaj zdarzyło się coś, o czym niezwłocznie spieszymy donieść. Nieoczekiwanie, ku naszej wielkiej uciesze, do naszego dwuosobowego składu redaktorskiego dołączył ktoś trzeci. I to nie byle jaki ktoś, tylko najprawdziwszy MĘŻCZYZNA! 

Nie, nie zmusiłyśmy Go. Nie, to nie jest szantaż emocjonalny. Nie, nie trzymamy Go w piwnicy pełnej szczurów. Sam chciał... no dobra, trochę nie miał wyjścia, bo pomimo naszych licznych umiejętności, ogarnięcie strony technicznej bloga, jest dla nas zbyt skomplikowane. A przy okazji wyszło na jaw, jak wiele talentów ukrywa. Więc dlaczego ich nie wykorzystać?
Szalony!- pomyślicie. No bo, który mężczyzna pchałby się dobrowolnie między dwie baby:P Bynajmniej. Jest odważny i pewny siebie, nawet różowy kolor Go nie odstraszył. I już możecie nam Go zazdrościć!

Adrian- oaza spokoju, przynajmniej do czasu aż nie skończą mu się papierosy. Człowiek z mnóstwem talentów. Żołnierz, szef kuchni, nurek, ratownik medyczny... a to tylko niektóre z jego umiejętności. Niezastąpiony i szczery do bólu. Nie lubi zupy grochowej, a za colę dałby się pokroić. Najwierniejszy fan Metalliki i obrońca zwierząt.



Adrian (fot. Różowa Komoda)


Mamy nadzieję, że z nami wytrzyma i będzie Mu tu dobrze. I oczywiście, że przyjmiecie Go ciepło:)


E&M


PS: Tak, ma już dziewczynę i nie planuje jej zmieniać:)


sobota, 9 sierpnia 2014

Tauromachia i Wrocławski Kod Kultury Miasta.

Miewasz czasami takie momenty, że chcesz uciec od szarej codzienności, pójść gdzieś, zobaczyć coś niepowtarzalnego? A może, tak jak my, lubisz od czasu do czasu się odchamić, a seans w kinie już Ci nie wystarcza? Jeśli tak, to powinieneś koniecznie przeczytać tę notkę do końca i zostać z nami na dłużej:)

1. Tauromachia

Kilka  dni temu na naszym fanpage'u, na który serdecznie zapraszamy, pojawiło się zdjęcie z Muzeum Architektury we Wrocławiu. Najwyższa pora wytłumaczyć się, co tam robiłyśmy. Ostatnio Wrocław rozsmakował się w wystawach, które kuszą wielkimi nazwiskami i biją rekordy frekwencji. Po ubiegłorocznych, bezsprzecznych sukcesach ekspozycji "Od Cranacha do Picassa" oraz "Rodziny Brueghlów", miasto po raz kolejny robi wszystko aby powtórzyć wcześniejszy sukces. Być może ta część z Was, która mieszka we Wrocławiu, słyszała o najnowszej propozycji jaką jest "Tauromachia". Byłyśmy tam i postanowiłyśmy podzielić się z Wami naszymi subiektywnymi odczuciami na temat tej wystawy.

Baner promujący wystawę (fot. Różowa Komoda)

Tauromachia to po prostu walka byków, która u nas kojarzona jest z corridą. Nie bez kozery właśnie taki tytuł nosi wystawa w MA we Wrocławiu, gdyż prezentowane są tam dzieła Picassa, Goi i Dalego, których motywem przewodnim są właśnie byki. W Hiszpanii zwierzęta te odgrywają istotną rolę w kontekście kulturowym, często predestynowano je do roli boskich wysłanników nadając im wręcz mistyczny charakter i utożsamiając z mitologicznym Minotaurem. Na wystawie odnajdziemy prace malarskie i graficzne, zawierające w sobie abstrakcyjne i niejednokrotnie przepełnione erotyzmem wizje byka, symbolu siły i odwagi, który od dawien dawna był źródłem inspiracji hiszpańskich artystów.

(fot. Folder promocyjny)

Jeśli chodzi o wrocławską wystawę, to można zobaczyć ją w Muzeum Architektury na ul. Bernardyńskiej 5, codziennie w godzinach od 10 do 20. Tuż przed wejściem do Muzeum powitała nas żelazna konstrukcja, coś jakby brama, z motywem przewodnim w postaci rogów byka. Sala wystawowa przeżywała oblężenie. Odczuwałyśmy dużą ekscytację przekraczając jej progi, jednak już po kilku minutach w jej wnętrzu, które  samo w sobie zasługuje na uwagę i uznanie, poczułyśmy się rozczarowane. Sposób ekspozycji dzieł pozostawia wiele do życzenia. Zważywszy na tematykę wszystkie formy artystyczne umieszczone są na czerwonym tle, co już w znaczny sposób utrudnia odbiór. Grafiki są misterną sztuką cienkich kresek i subtelnych pociągnięć, jednak podziwianie takiego kunsztu wybitnych artystów okazało się miejscami niemożliwe z powodu panującego półmroku (organizatorzy nie zadbali o odpowiednie oświetlenie). Sam sposób padania tych oszczędnych w ilości smug światła, powoduje, że zwiedzający rzucają cień na oglądane dzieła. Dyskomfort jest oczywisty. Wystawa składa się głównie z prac graficznych, a nawet z faksymilli. Dla laików historii sztuki nie będzie tu wielu powodów do uniesień, ale miłośnicy kunsztu Picassa, Goi i Dalego z pewnością będą czuli niedosyt. Z dzieł znanych, choćby z kart szkolnych podręczników, podziwiać możemy np. Guernicę Picassa. 


Guernica- Pablo Picasso 1937r. (fot. Internet)


Jedną z atrakcji przygotowanych przez organizatorów jest multimedialny korytarz, mieszczący się na antresoli sali wystawienniczej. Znajdują się w nim projekcje krótkich filmików inspirowanych tauromachią i różnymi wizjami byka. Na końcu korytarza umieszczony jest parowy telebim, można na nim samemu stworzyć byka w dowolnie wybranym kolorze. Oczywiście podjęłyśmy próbę wykreowania byka w kolorze różowym, który idealnie wpasowałby się w naszego bloga. Jednak zadanie okazało się trudniejsze niż sądziłyśmy, przegrałyśmy z bykiem, który pozostał niebieski:) 

Multimedialny telebim parowy (fot. Różowa Komoda)

Nasze odczucia związane z Wystawą są mieszane. Trudno nam przejść obojętnie obok takich niedociągnięć, jak niedostateczne doświetlenie. Nie mniej jednak był to miło spędzony czas. Uważamy bowiem, że każda forma obcowania z kulturą, jest czymś niesamowitym. Na wystawie obowiązują zniżki studenckie i na przykład w poniedziałki bilet dla studenta kosztuje tylko (!) 10zł. Cena jest naprawdę niewielka, to mniej niż za bilet do kina, a okazja z pewnością wyjątkowa. Warto również nadmienić, że dzieła te nie są prezentowane razem w żadnym innym miejscu na świecie, część eksponatów pochodzi ze zbiorów prywatnych, a ekspozycja ta została zebrana i przygotowana specjalnie na potrzeby wystawy. Dlatego mimo wszystko zachęcamy Was do pójścia i zweryfikowania naszej recenzji;)

(fot. Folder promocyjny)

Więcej informacji znajdziecie na stronie internetowej: www.tauromachia.pl lub pod numerem telefonu +48 71 369 99 34. Organizatorzy zadbali również o materiały promocyjne, które możecie znaleźć w Muzeum Architektury, znajdziecie tam szczegółowe informacje, być może one przekonają Was, że warto. 

2. Kod Kultury Miasta

A jeśli już zdecydujecie się na odwiedzenie wystawy, to koniecznie powinniście wiedzieć, co to jest Kod Kultury Miasta. Jest to platforma lojalnościowa przygotowana przez wrocławski magistrat. Im częściej korzystasz z kulturalnych dobrodziejstw oferowanych we Wrocławiu, tym więcej punktów lojalnościowych zyskujesz. Z kolei punkty te możesz potem wymienić na darmowy lub zniżkowy bilet  np. do teatru. 


(fot. Różowa Komoda)


Kod Kultury Miasta zapisany jest w postaci kodu QR. Każdy, kto zdecyduje się na przystąpienie do programu, otrzyma swój indywidualny kod. Można go wygenerować dzięki bezpłatnej aplikacji mobilnej, która dostępna jest na androidzie. Jeśli nie macie smartfona to nic straconego! W instytucjach kultury możecie otrzymać plastikową kartę na której będziecie zbierać punkty. Za każdym razem gdy pójdziecie do teatru czy muzeum, zbliżycie ten kod do specjalnego czytnika i punkty automatycznie nabiją się na Wasze konto.

Karta z kodem QR ( fot. Różowa Komoda)

Lista instytucji kultury biorących udział w Kodzie Kultury nie powala, ale z czasem ich ilość pewnie wzrośnie.  My za wizytę w Muzeum Architektury otrzymałyśmy po 35 punktów :) Wykaz miejsc, które przystąpiły do platformy lojalnościowej oraz wszystkie inne informacje, np. o gratyfikacji za konkretny spektakl czy wystawę, znajdziecie na stronie internetowej: www.wroclaw.pl/kodkultury .

Zgodnie uważamy, że należą się brawa dla miasta za taką inicjatywę, która jest unikatowa w skali kraju. Mamy tylko nadzieję, że oferta z czasem zacznie się powiększać i co raz to nowsze miejsca na kulturalnej mapie Wrocławia, będą oferowały punkty za ich odwiedzenie. Trudno się nie zgodzić, że taki pakiet lojalnościowy jest motywujący i zachęca do korzystania z teatrów, kin i muzeów. 

My serdecznie polecamy Wam dołączenie, to nic nie kosztuje, a okazując trochę cierpliwości możemy zyskać. Zapraszamy Was również na naszego bloga, już za tydzień kolejna notka. Czekamy na Wasze komentarze.

E&M

piątek, 1 sierpnia 2014

Autorki.

Zanim zaczniemy dzielić się z Wami różnymi przemyśleniami, wypadałoby przedstawić i zaprezentować w kilku zdaniach i dobrym świetle nasze skromne osóbki :) 

Tworzymy zgrany, kobiecy duet. W jego skład wchodzi:

Ewelina- imię pochodzenia celtyckiego, oznaczające radość i światło- tyle Księga Imion. Polonistka, pedagog i Pani manager. Ambitna i kreatywna indywidualistka z wielkim sercem, całkowicie oddana swoim pasjom i ludziom, których kocha. Miłośniczka książek, uwielbia tulipany i nie je mięsa. 

Ewelina (fot. Różowa Komoda)

Małgosia- z greckiego margirites czyli perła. Przyszła Pani prawnik. Choć ma wiele pasji i talentów to od dziecka uwielbia gotować. Kreatorka dobrego stylu i obrończyni poprawnej polszczyzny. Uzależniona od kakao, boi się pająków i ma lęk wysokości. Niezwykle pragmatyczna i pomysłowa.

Małgosia (fot. Różowa Komoda)

Połączyła nas wspólna chęć odkrywania świata. Przyjaźnimy  się od lat szkolnych. Choć nasz duet jest jak ogień i woda, to świetnie się rozumiemy. Wiele razem przeszłyśmy, obie jesteśmy na etapie urządzania swoich wymarzonych mieszkań. Idea prowadzenia tego bloga zrodziła się z wewnętrznej potrzeby pisania i dzielenia się z innymi swoimi spostrzeżeniami.
Skąd pomysł na nazwę? Komoda była pierwszym meblem, który wybrałyśmy do swoich mieszkań. Z jednej strony to moda i wnętrze, z drugiej wszystko się w niej mieści, tak jak na tym blogu, który dotyczyć będzie różnych aspektów życia codziennego. Dlaczego różowa? Trochę na przekór, żeby odczarować pejoratywne podejście do tego koloru. I pomimo tego, że twardo stąpamy po ziemi i jesteśmy "Zosie samosie" to zdecydowałyśmy się właśnie na ten kolor, bo od wieków róż jest symbolem kobiecości. 

Mamy nadzieję, że spełnianie naszego marzenia, przysłuży się Wam, naszym czytelnikom. Nie będziemy Wam wmawiać, że to blog wyjątkowy, chociaż dla nas właśnie taki jest. Ale o jego wyjątkowości świadczyć będziecie przede wszystkim Wy. Tematyka, jaką poruszymy, w dużej mierze została już wyczerpana na dziesiątkach podobnych stron, ale postanowiłyśmy znaleźć tu miejsce również dla siebie, a przy okazji może uda nam się zainspirować Was.

Będzie nam miło jeśli czasem tu wpadniecie, poczytacie, popatrzycie i zostaniecie na dłużej.
"Widzimy" się już za tydzień.

E&M