piątek, 17 października 2014

"Bogowie"

Ostatnio z Małgosią byłyśmy w kinie na filmie „Miasto 44”. Film wzbudził w nas wiele emocji. I choć nasz blog nie jest o filmach, to po raz kolejny chciałabym podzielić się z Wami swoimi odczuciami po seansie fimowym. Czytając Wasze komentarze (pierwsze na naszym blogu <szczęśliwa>) doszłam do wniosku, że polskie kino zaczyna się wyrabiać. W miniony weekend, tuż po oficjalnej premierze, byłam na filmie „Bogowie”. Wybrałam się do Nowych Horyzontów, które cenię za brak pop cornu (!) oraz za fantastyczny, awangardowy klimat. Nowe Horyzonty to jedno z moich ulubionych miejsc we Wrocławiu. Lubię czasami po ciężkim dniu w pracy pójść tam i pohuśtać się.  Na osobny wpis o Nowych Horyzontach poświęcę więcej czasu w wakacje, gdy cały Wrocław zamienia się w iście filmowe miasto. 
                                                          
fot. Różowa Komoda
„Bogowie” to świetnie opowiedziana historia o upartym człowieku, który zmienił nie tylko Polskę i Polaków, ale również świat. To bardzo dobre kino na światowym poziomie. To kolejny polski film wart obejrzenia.

Oficjalny plakat- źr. Internet

Od momentu gdy codziennie rano oglądałam materiały z planu filmowego w Dzień Dobry TVN, nie mogłam się już doczekać, kiedy film wejdzie do kin. Zresztą zżerała mnie zwykła, ludzka ciekawość jak Religę zagra Tomasz Kot. I powiem Wam, że Kot, dawno nie widziany na dużym ekranie, wypadł bardzo wiarygodnie w roli kardiochirurga. Patrząc na niego miałam wrażenie jakbym oglądała Religę z tamtych czasów. Mimika, gesty- wszystko zostało przez niego idealnie odwzorowane. 
                                                     
Fotos z fimu- źr. Internet


Religa w filmie Palkowskiego pojawia się po raz pierwszy dopiero gdy jest już po czterdziestce. I chociaż ma za sobą stypendium w Stanach, to w Polsce wciąż traktuje się go jak lekarza na dorobku. Zresztą Religa w środowisku medycznym odnajduje się z trudem, na mozolne przebijanie przez hierarchie i koterie nie ma cierpliwości. Chce gonić świat i przeszczepiać serca. Za namową kolegi Pasyka (również dawno nie widziany Zamachowski), zostawia Warszawę i jedzie do Zabrza. Tam od zera tworzy klinikę i dokonuje, jak twierdziło wielu, niemożliwego. Oglądając film mamy wrażenie jakbyśmy i my byli uczestnikami tego przełomowego w polskiej kardiologii wydarzenia. Cała fabuła filmu została skonstruowana, jak na tematykę przystało, z chirurgiczną precyzją. Emocje, które towarzyszyły mi podczas oglądania, przypominają właściwy rytm serca - w odpowiednich momentach ich natężenie rośnie bądź maleje.

                                                        
                                                         

Postać Religi przywróciła mi wiarę i nadzieję, że nie wszystko w życiu jest jeszcze stracone. Swoją upartością pokazuje, że można coś osiągnąć idąc własną drogą. „Bogowie” to znakomita lekcja historii. Film idealnie odzwierciedla realia funkcjonowania ówczesnych szpitali. To niewiarygodne jaki ogromny postęp zrobiła medycyna i jak wiele  może uczynić jeden człowiek. Nawet jeśli nie interesujecie się medycyną, warto pójśc na seans i zbaczyć tą polską produkcję. Filmowa biografia profesora Religi to niesamowity motywator do działania i prawdziwy dodwód  na to, że marzenia można i trzeba spełniać.

Jeśli jesteście z Wrocławia to polecam wybrać się na film w poniedziałek do Nowych Horyzontów. Za bilet zapłacicie jedyne 11zł, jak na studencki budżet do przełknięcia :)

E.

1 komentarz:

  1. Po obejrzanym "Mieście 44", z przyjemnością wybiorę się i na ten film ;)

    OdpowiedzUsuń