piątek, 7 listopada 2014

"Potęga marzeń"

Jesień nastraja mnie do częstszego sięgania do regału z książkami. Ostatnio wpadła mi w ręce książka „Walt Disney Potęga marzeń”, której autorem jest Thomasa Boba. Chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami po jej przeczytaniu. 


fot. Internet

Od samego początku książka ta wciąga i inspiruje. Nie jest tylko biografią złożoną z informacji i detali z życia tego wybitnego wizjonera, lecz ukazuje jego codzienne perypetie i zmagania w drodze do sukcesu, jaki osiągnął. Pokazuje ogromną determinację, pasję i pragnienie niezależności. Poznajemy Disneya jako wizjonera, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, który trzyma się swojego planu nie zważając na przeszkody czy komentarze otoczenia. Który nie rezygnuje z obranej drogi pomimo trudności. Dopiero po przeczytaniu tej pozycji widzę, jak bardzo niezłomny musi być człowiek pragnący podążać za marzeniami. Pierwsi pracownicy podkupieni przez inne przedsiębiorstwo zdradzili Disneya, zdradził go też inwestor zabierając prawa autorskie. Wiele przeszkód i perypetii spotkało tego człowieka, lecz on nigdy się nie poddawał. Zawsze działał według swojego standardu, kodeksu, jaki sobie wyznaczył. Pilnował, by w jego firmie byli odpowiedni ludzie. Nie dbał o koszty, lecz o jakość produktów, które wypuszczał na rynek. To było najważniejsze.
W pamięci szczególnie zapadły mi dwa fragmenty. Pierwszy dotyczy Myszki Miki. Wiedzieliście, że to nie Disney ja narysował? Nie on sam. On ją wymyślił, lecz dał swojemu najlepszemu rysownikowi, by stworzył rysunek na potrzeby pierwszej kreskówki. Umiał wykorzystywać talenty innych. To ważna cecha. Niezbędna.
- Zabił mi kiedyś klina pewien chłopiec, pytając, czy to ja narysowałem Myszkę Miki. Musiałem się przyznać, że już dawno nic nie narysowałem. Pytał więc dalej: ‘Czy to ty wymyślasz te wszystkie żarty i pomysły?’. Odpowiedziałem: ‘Nie, nie ja’. Popatrzył więc na mnie i zadał mi pytanie: ‘Panie Disney, to co pan w końcu robi?’. ‘Cóż – odpowiedziałem – czasem myślę, że jestem taką małą pszczółką. Fruwam od jednego działu wytwórni do drugiego, zbieram pyłek i staram się wszystkich pobudzać twórczo’. Taką właśnie rolę wykonuję.
Drugi fragment, który utkwił mi w pamięci to rozmowa Disneya z prezydentem Indonezji odwiedzającym Disneyland:
- Panie Disney, musi być pan niesłychanie zamożnym człowiekiem.
(…) – Tak, podobno jestem. Mówią, że mam około dziesięciu milionów dolarów.
Widać, że Walt nie dbał o finanse. Wręcz potrzebował u boku swojego brata, który zajmował się kwestiami ekonomii i analizy kosztów. Waltowi chodziło o to, by inspirować innych do dostarczania publiczności najlepszej rozrywki na świecie, bo w tym się spełniał. I dopiął swego.

Lekturę serdecznie polecam. A teraz otulam się kocem i włączam sobie "Królewnę Śnieżkę i 7 krasnoludków"  moją ulubioną bajkę :)

E.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz