piątek, 21 listopada 2014

Niezwykłe spotkanie z magicznym światem pięciu żywiołów

Tak jak w tytule posta, chciałabym Wam opowiedzieć o ceramice. Pierwszy raz glinę dotknęłam 3 lata temu i od razu się w niej zakochałam. Od tego czasu wszystkich moich bliskich obdarowuje naczyniami, aniołami, doniczkami. Tym co najbardziej pociąga mnie w ceramice to jej plastyczność oraz fakt, że ceramika to walka żywiołów. Glina to "ziemia rzeźbiona wodą, suszona wiatrem, wypalana ogniem. Kształtowana umysłem, wolą i sercem człowieka." Glina jest bardzo wdzięcznym materiałem. Wcale nie trzeba mieć talentu by stworzyć coś wyjątkowego a zarazem unikatowego.Niektórzy uważają, że lepienie z gliny uspakaja. Bez wątpienia lepienie w glinie to nie tylko ćwiczenie sprawności ruchowej czy manualnej ale również bodziec do rozwoju intelektualnego, rozwoju postrzegania i wyobraźni. Wiem, że wszystkie prace, które Wam tutaj prezentuję nie zawisną obok malarstwa w jaskini Pech Merle, rzeźby nie stanął obok graweckich Wenus,
a naczynia nie będą kopią stylu Josiaha Wedgwooda, ale mimo to, chcę wciąż poszukiwać i wciąż lepić.

fot. Różowa Komoda


To moja pierwsza miska, mam do niej ogromny sentyment. Kształt mi się udał ale szkliwienie już nie.

fot. Różowa Komoda

fot. Różowa Komoda


Na co dzień trzymam w niej owoce. W środku szkliwiłam ją hiszpańską czerwienią, na zewnątrz moją ukochaną plamą oleju.

fot. Różowa Komoda

fot. Różowa Komoda

Kubeczek toczony na toczku (kole garncarskim).

fot. Różowa Komoda

fot. Różowa Komoda



Jeśli chcecie spróbować ulepić coś z gliny to polecam Decobazar na Nadodrzu oraz Centrum Kultury Agora na ul. Serbskiej :)
E.